PC World
piątek 5 grudnia 2008

Archiwum

Internauto, do usług

A A A rozmiar czcionki
Jesteśmy świadkami gwałtownej zmiany roli Internetu, której jeszcze kilka lat temu mało kto się spodziewał. Nasza codzienność komputerowa w dużej mierze przeniosła się do Sieci i jest związana z błyskawicznie rozwijającymi się, zintegrowanymi usługami.


Kliknij, aby powiększyćWszechstronność narzędzi pakietu biurowego Zoho jest wyjątkowa nawet wśród programów instalowanych w systemie operacyjnym.
Użytkownikom wychowanym na tradycyjnie instalowanym oprogramowaniu i przyzwyczajonym do klasycznego Internetu jeszcze niedawno mogło się to wydawać czymś niemożliwym. Dzisiaj korzystanie z aplikacji uruchamianej gdzieś na odległym serwerze i składowanie danych w maszynach oddalonych fizycznie nawet o tysiące kilometrów nie budzi sensacji. Można bez przesady stwierdzić, że nastąpiła zmiana paradygmatu w sposobie korzystania z komputera.

Prawdziwego przełomu w mentalności internautów dokonała firma Google. Z pozycji producenta najlepszej wyszukiwarki internetowej wyewoluowała do roli dostarczyciela dziesiątek rozmaitych usług, które zadomowiły się w naszych komputerach i zastąpiły wiele używanych do tej pory programów.

Podstawowy problem, który trzeba starannie rozważyć, to ocena, w jakiej mierze usługi sieciowe są w stanie zaspokoić nasze codzienne potrzeby. Działające w surowym otoczeniu przeglądarki internetowej, wykorzystujące przede wszystkim jej możliwości przetwarzania języków skryptowych, nie są w stanie dorównać funkcjonalnością skompilowanym programom instalowanym w lokalnym środowisku operacyjnym, takim jak Windows, Linux czy Mac OS.

Dyskusje i komentarze umieszczane przede wszystkim w blogosferze - najżywszym obecnie forum wyrażania opinii - dają podstawy sądzić, że dokonywane wybory nie idą w parze przekonaniem o wyższości tradycyjnego oprogramowania. Wiele osób jest przyzwyczajonych do pisania tekstów w takich programach, jak Microsoft Word albo OpenOffice Writer, czy obróbki grafiki w Photoshopie. Sytuacja zaczyna się dość wyraźnie zmieniać na rzecz przeświadczenia, że program nie musi oferować szczytów funkcjonalności, a jedynie być wystarczająco dobry do naszych codziennych potrzeb. W tym miejscu powstaje szerokie pole do popisu dla aplikacji WWW, które ową "wystarczającą funkcjonalność" zapewniają.

Dlaczego w Sieci?

Rodzi się pytanie, dlaczego korzystać z edytora, programu pocztowego, fotoretuszera czy arkusza kalkulacyjnego działającego bezpośrednio w Internecie, skoro dysponujemy aplikacjami instalowanymi na dysku, nierzadko bezpłatnymi, o znacznie większych możliwościach. Wydaje się, że decyduje o tym kilka charakterystycznych cech, kluczowych dla coraz większej rzeszy użytkowników.

  • Dostęp do własnych danych z dowolnego miejsca na świecie. Przy coraz większej mobilności użytkowników komputerów i w sytuacji, gdy normą jest korzystanie z maszyny w pracy, na uczelni i w domu, utrzymywanie kopii dokumentów w poszczególnych komputerach staje się kłopotliwe, a synchronizacja danych często niemożliwa. Z kolei nie zawsze da się pracować z notebookiem, a często jest to niewygodne i nie zawsze bezpieczne.

  • Współpraca wielu osób nad dokumentami. Coraz częściej, zwłaszcza w rozproszonych środowiskach korporacyjnych opartych na sieciach rozległych, a nie tylko lokalnych, edycja danych składowanych na serwerach jest wygodniejsza, a nierzadko wręcz konieczna.

  • Ochrona danych przed utratą. Wprawdzie strata informacji spowodowana awarią sprzętu zdarza się dziś rzadko, niemniej jednak uszkodzenie dysku czy kradzież maszyny może skutkować wręcz katastrofą. Dane składowane na serwerach są znacznie bezpieczniejsze, gdyż opiekują się nimi fachowcy, zaś stale wykonywane backupy gwarantują, że nawet w razie jakichś kłopotów zostaną szybko przywrócone, a ewentualne straty zostaną ograniczone do minimum.

  • Integracja usług. Poszczególne usługi sieciowe coraz częściej są w stanie wymieniać między sobą informacje - szczególną rolę odgrywa tutaj strategia firmy Google, w której integracja jest jedną z kluczowych cech, decydujących o wygodzie pracy.


Właśnie przykładom integracji danych - zapewnianej zresztą przez usługi rozmaitych firm - chcemy się bliżej przyjrzeć.

Przeglądarka kluczem

Kliknij, aby powiększyćSieciowy czytnik kanałów informacyjnych pozwala znacznie szybciej dotrzeć do istotnych wiadomości niż tradycyjne portale internetowe.
Dzisiejszych usług nie sposób oceniać poza kontekstem przeglądarki internetowej. Ich rozwój w ostatnich dwóch latach stał się testem na sprawność przeglądarek, które muszą w tej chwili odpowiedzieć na wyzwanie nowych technik webmasterskich. Najważniejszą z nich jest kompleks o nazwie AJAX (Asynchronous JavaScript and XML, czyli asynchroniczny JavaScript i XML). To dzięki niemu nastąpił renesans języka skryptowego JavaScript, którego sprawne przetwarzanie stało się kluczem do efektywnego działania usług.

A z tą sprawnością jest obecnie różnie. Największą porażkę odnotowała prawdopodobnie przeglądarka Opera, która ma spore kłopoty z obsługą nowoczesnych serwisów, w tym m.in. ze szczególnie ważnymi usługami firmy Google. Na prowadzenie zdecydowanie wybił się najnowszy Firefox, w którym radykalnie zwiększono szybkość przetwarzania JavaScriptu, dzięki czemu jest to obecnie najbardziej efektywna przeglądarka. Podobnym sukcesem pochwalili się na początku czerwca deweloperzy silnika JavaScriptu o nazwie SquirrelFish, który ma być zaimplementowany w Safari.

Zaczyna się od Gmaila

Najbardziej charakterystycznym przykładem sieciowej usługi jest poczta elektroniczna oparta na przeglądarce. Wprawdzie największą liczbą kont może się obecnie pochwalić portal Yahoo!, mający ok. 250 mln użytkowników, jednak to trzykrotnie mniejszy Gmail (gmail.google.com) jest przedmiotem szczególnego zainteresowania, przede wszystkim ze względu na bardzo rozbudowaną funkcjonalność i możliwość współpracy z innymi usługami Google'a. Wielu użytkowników korzysta z możliwości przekierowania innych swoich kont pocztowych na Gmail i pracy wyłącznie za pośrednictwem przeglądarki.

Kliknij, aby powiększyćGmail, choć nie ma możliwości Outlooka, doskonale się sprawdza jako dostępne z każdego komputera centrum komunikacyjne.
Google tworzy otwartą architekturę swoich usług, dzięki czemu możliwe jest budowanie połączeń między nimi. Typowym przykładem usługi firmy trzeciej jest serwis Remember The Milk (www.rememberthemilk.com), w którym zgromadzone notatki o zadaniach za pomocą specjalnych interfejsów można połączyć zarówno z Kalendarzem Google, jak i pocztą Gmail. Sam Kalendarz nie oferuje opcji zapisywania zadań do wykonania, a zatem możliwość wykorzystania zewnętrznego serwisu do poszerzenia funkcjonalności obu usług jest bardzo cenna.

W Gmailu możemy korzystać z opartej na przeglądarce usługi Google Talk (znanej też jako oddzielny program), czyli po prostu narzędzia do czatowania. Pozwala na uzyskanie szybkiego kontaktu z naszymi korespondentami. Co więcej, w blogu możemy umieścić specjalny interfejs, który umożliwi kontakt przez Google Talk każdej osobie czytającej naszą stronę, nawet gdy nie ma swojego konta w Google.

Nigdy nie zapomnisz

Kalendarz (calendar.google.com) jest połączony z innymi serwisami macierzystej firmy. Dowolny wprowadzony w nim termin może zostać nam przypomniany za pomocą wiadomości w danym dniu, nawet kilkakrotnie. Odwołuje się także do Map Google - opisując zdarzenie, możemy podać jego lokalizację (np. Warszawa, Jordanowska 12), a Kalendarz automatycznie utworzy znacznik na mapie, dzięki któremu uzyskamy od razu informację o miejscu. Oczywiście będziemy mogli sprawdzić łatwo dojazd do niego.

Kalendarz Google pozwala budować wiele oddzielnych terminarzy, w tym korzystać z notatników innych osób, jeśli nam je udostępniły. Nasze kalendarze także mogą być publiczne i udostępnione na przykład na stronie internetowej, co pozwala informować wszystkich zainteresowanych o ważnych wydarzeniach. W anglojęzycznej wersji Kalendarza możliwe jest nawet informowanie innej osoby o zdarzeniach - niesie to jednak ze sobą ryzyko spamu.
Warto jeszcze wspomnieć, że Kalendarz, dzięki programowi Google Calendar Sync, może być zintegrowany z programem Microsoftu.

Świat w pigułce

Kolejną usługą powiązaną z innymi jest sieciowy czytnik kanałów informacyjnych o nazwie Czytnik Google (reader.google.com). To nie tylko efektywnie działające źródło informacji, ale i narzędzie wystawiania im oceny. Możemy przesłać innej osobie wiadomości za pośrednictwem poczty Gmail, a każdą wiadomość dołączyć do bazy tzw. udostępnianych elementów, której adres opublikujemy na stronie internetowej lub w blogu, przyjmując rolę recenzenta. Co więcej, dodatkowa funkcja (dostępna w anglojęzycznym interfejsie) pozwala dopisać do wiadomości własny komentarz. Z tego mechanizmu rekomendowania korzystają już niektóre agregatory blogów, które gromadzą wyłącznie wpisy rekomendowane, wyselekcjonowane przez internautów.

Pisz online

Kliknij, aby powiększyćPo paru tygodniach pracy z Kalendarzem nie można sobie wyobrazić sprawnego funkcjonowania bez tego narzędzia, zwłaszcza w pracy zawodowej.
Specjalne miejsce wśród usług Google ma serwis Dokumenty Google (docs.google.com ) - pakiet biurowy online, używany obecnie przez ok. 2 mln osób. Każdy redagowany przez nas dokument może być udostępniony innym osobom, do odczytu lub edycji. Szczególnym wymiarem współpracy jest mechanizm powiadamiania o zmianach dokonanych we współdzielonych arkuszach kalkulacyjnych - ze względu na wagę liczb, zwłaszcza w obliczeniach biznesowych. Możemy śledzić i uzyskiwać za pomocą powiadomień na konto w Gmailu informacje o modyfikacjach w wybranych arkuszach czy wręcz pojedynczych komórkach.

Co interesujące, gdy na swoje konto w Gmail otrzymamy przesyłkę w postaci pliku z jakiejś aplikacji biurowej (edytor tekstów, arkusz kalkulacyjny, prezentacja), możemy ją nie tylko pobrać na dysk, ale nawet otworzyć bezpośrednio w odpowiednim module Dokumentów Google.

Usługa udostępniania dokumentów Google zyskała na wartości z chwilą pojawienia się w maju br. długo oczekiwanego serwisu Google Sites. Pozwala budować witryny internetowe, samodzielnie lub z udziałem innych osób i zawiera mechanizmy dołączania elementów pochodzących z innych miejsc w Internecie. Przykładowo, szczególnie atrakcyjną techniką jest zagnieżdżanie w Google Sites dokumentów Google, oczywiście automatycznie aktualizowanych.

Edytor Google można też wykorzystać jako narzędzie do tworzenia wpisów w blogu, nie tylko w Bloggerze, lecz także innym dowolnym obsługującym interfejs MetaWeblog API.

Warto jednak zauważyć, że jeszcze większe możliwości współdzielenia informacji i integrowania ich ze sobą są zawarte w pakiecie biurowym Zoho, który funkcjonalnie wyprzedza Dokumenty Google. Usługa nie jest jednak dostępna w języku polskim, a ponadto na razie ma za mało łączy z zewnętrznymi usługami innych firm.

Blogi, fotki i gadżety

Wspomnieliśmy tu o Bloggerze (www.blogger.com ). To obecnie najbardziej popularna platforma blogowa, mająca ponad 35 mln użytkowników. Nietrudno zgadnąć, że jest szczególnie dobrze zintegrowana z innymi usługami Google'a - przykładem może być "szybka" funkcja publikowania rekomendacji z Czytnika Google w Bloggerze, bezpośrednia obsługa przez Dokumenty Google, a przede wszystkim współpraca z ogromnym systemem gadżetów (draft.blogger.com), które można umieszczać jako elementy układu blogu.

Gadżetów są obecnie tysiące, a choć większość z nich jest mało użyteczna, wiele z nich ma ciekawe funkcje - rekomendacje, kalendarze, pokazy slajdów z albumu Picasa, Flickr czy Photobucket, listy wpisów z zaabonowanych kanałów w Czytniku Google i wiele innych.

Atrakcyjnym narzędziem, szczególnie dla zaawansowanych blogerów, jest interfejs Tłumacza Google (translate.google.pl), który można umieścić zarówno w Bloggerze, jak i dowolnym innym systemie blogowym - obcojęzyczny czytelnik zainteresowany treścią blogu może skorzystać z pomocy automatycznego Tłumacza obsługującego ponad 20 języków, w tym i polski. Wprawdzie tłumaczenia są dość chropawe, ale zazwyczaj wystarczają do zorientowania się w zawartości konkretnego wpisu.

Gadżety Google są dostępne także w Google Sites i osobistym portalu iGoogle (www.google.com/ig), agregatorze rozmaitych danych pochodzących z zewnętrznych źródeł (kalendarz, skrzynka pocztowa Gmail, kanały informacyjne RSS, niezliczone ilości informacji przekazywanych za pośrednictwem gadżetów, rozmaite usługi, interfejsy słowników i encyklopedii, wiadomości, narzędzia komunikacyjne czy nawet gry).

Zainteresowanie fotografią cyfrową w naturalny sposób przyciąga posiadaczy kont Google do usługi Picasa Web Album (picasaweb.google.com). Nie jest to jednak najpopularniejsza składnica zdjęć w Internecie, ustępuje znacznie takim potentatom, jak Flickr czy Photobucket. Jednak ma swoje niezaprzeczalne zalety, a do atutów należy m.in. możliwość tzw. geotagowania zdjęć z publicznych albumów, czyli umieszczania miniatur fotografii na mapach Google'a, co zwiększa ich wartość informacyjną.

Google rządzi Siecią

Kliknij, aby powiększyćMiniatury zdjęć umieszczone na mapie pozwalają zaprezentować w albumie fotograficznym miejsce ich wykonania.
Skupiliśmy się tutaj przede wszystkim na ofercie firmy Google. Nieprzypadkowo, gdyż jest to obecnie najszersza oferta usługowa w Sieci, wręcz "ekosystem" informatyczny, który decyduje o dominacji kalifornijskiej firmy w Internecie. Najłatwiej zatem pokazać wzajemne interakcje usług oferowanych przez jednego producenta. To zresztą tylko przykłady - powiązań jest więcej, stale są rozwijane i doskonalone, praktycznie co tydzień pojawia się w tym czy innym serwisie jakieś nowe narzędzie. Tłumaczy to ich popularność wśród użytkowników.

Jak wspomnieliśmy, otwarte interfejsy tych usług przyciągają inne firmy, które łączą swoje produkty z serwisami Google'a - wspomniany Remember The Milk jest dobrym przykładem takiej integracji. Siła Google'a określiła przyszłość Internetu, aczkolwiek wcale nie jest powiedziane, że nie powstanie licząca się konkurencja. Swoiste internetowe "systemy operacyjne" powstają za sprawą takich platform, jak Facebook, gdzie sam serwis jest już obudowany tysiącami rozmaitych dodatków. Jednak obecnie to firma z Mountain View dyktuje warunki w Sieci.
Wystaw ocenę: 
 Średnia ocena: 
(Głosów: )

Komentarze

Redakcja PC World nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy...




wyżej niżej

POPULARNE TAGI

wyżej niżej

MULTIMEDIA



IDG
© copyright 1999-2008 IDG Poland SA
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel. (+48 22) 321 78 00  fax (+48 22) 321 78 88