W USA został właśnie ogłoszony wyrok w głośnej sprawie sądowej, związanej z oprogramowaniem open-source. Sędzia uznał, że fakt, iż ktoś za darmo udostępnia innym efekty swojej pracy, nie oznacza, że zrzeka się praw autorskich. W szerszym kontekście decyzja ta oznacza, iż sąd uznał za powszechnie obowiązujące zasady sformułowane w otwartej licencji.
Decyzja ta kończy trwający od kilkunastu miesięcy konflikt prawny pomiędzy niezależnym programistą Robertem Jacobsenem, a Matthew Katzerem i jego firmą Kamind Associates. Jacobsen jest autorem oprogramowania wykorzystywanego do sterowania modelami pociągów - stworzył je i udostępnił na zasadach licencji Artistic License (to jedna z "otwartych" licencji). Po pewnym czasie programista zorientował się, że jego kod został wykorzystany w pewnym komercyjnym produkcie - firma Kamind Associates zastosowała go w oferowanym przez nią oprogramowaniu do programowania kontrolerów kolejek.
Robert Jacobsen uznał to za drastyczne naruszenie licencji - Artistic License pozwala co prawda na wykorzystywanie kodu w innych aplikacjach, ale pod warunkiem zamieszczenia informacji o tym, kto naprawdę jest autorem oprogramowania, podania źródła oraz wyjaśnienia, jakich dokładnie modyfikacji dokonano w kodzie. Pracownicy Kamind Associates nie dopełnili żadnego z tych obowiązków, dlatego też Jacobsen skierował sprawę do sądu - domagał się m.in. wstrzymania dystrybucji produktów, w których wykorzystano sporne oprogramowanie.
Niestety, pierwsza rozprawa nie zakończyła się po jego myśli - sąd uznał te zarzuty za bezzasadne (w uzasadnieniu wyroku napisano, że naruszenie postanowień wolnej licencji nie może być uznawane za naruszenie prawa autorskiego). Jacobsen odwołał się od tego wyroku - i w sądzie wyższej instancji uzyskał satysfakcjonujący werdykt. Sędzia uznał ważność zapisów Artistic License i stwierdził, że doszło do naruszenia praw autorskich.
Werdykt ten wywołał entuzjazm wśród amerykańskich promotorów rozwiązań open-source - prof. Larry Lessig ze Stanford (znany zwolennik otwartego oprogramowania) stwierdził, że wyrok ten jest niezwykle istotny dla całej społeczności OS - bowiem wydając taki, a nie inny werdykt sąd uznał, że "wolne licencje wyznaczają zbiór zasad dotyczących wykorzystywania chronionej nimi pracy".
Redakcja PC World nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
Na portalach dla linuksiarzy zacznie się zaraz licencyjna masturbacja, tzn. święta wojna.
Uwielbiam ten ich fanatyzm, wystarczy rzucić coś o FSF i RMS''ie a już podgryzają sobie gardła próbując udowodnić kto jest lepszym wyznawcom...
Co do licencyjnej masturbacji, to Fedora nie uznaje licencji artystycznej1 za wolną i wyrzuca pakiety z niej korzystające https://fedoraproject.org/wiki/Features/Artistic1Removal. Fedora zaczyna schodzić powoli na psy, tzn. na Debiana i jego DFGL...
a jeżeli ta firma będzie się odwoływać (w USA można tak przez wiele lat i kilkanaście procesów)?
A jeżeli w innej, podobnej rozprawie inni sędziowie uznają, że ten precedens nie ma zastosowania bo były detale istotne inne? Ponadto nie znany detali dla tego przypadku a tylko podsumowanie. Szkoda, że takich spraw nie daje się rozwiązywać prosto prawie z automatu, a potrzebne są rozpraw sądowe i forsa i czas.
"i kto tu mówi o fanatyźmie..."
Ja mówię o fanatyzmie wyznawców wolnego oprogramowania, "fanatyźm" jest mi obcy.
~gość - przyganiał kocioł garnkowi. ...kto jest lepszym wyznawcĄ?
@ Gość - rt...m
Obie formy są poprawne, a w internecie to już w ogóle ;P
Program antywirusowy znany z doskonałej wykrywalności wirusów i wysokiej szybkości skanowania....
Kup Teraz: 1049 zł
Ilość przedmiotów: 1
Liczba ofert: 0
Data zakończenia: 2008-12-04 15:53:56
Lokalizacja: szczecin